P R Z Y R O D A – N A T U R A

To ciekawe, że na naturę można mówić przyroda, a na przyrodę natura. Podobno to tylko dwie różne nazwy tego samego: jedna rodzima, a druga obca. Albo: jedna lokalna, a druga uniwersalna. To sprawia, że rodzą się podejrzenia co do identyczności obszaru, który sobą pokrywają. Tak jak lokalność zawiera się w uniwersalności (gdyż uniwersalność jest zbiorem lokalności, choć jest też oczywiście czymś więcej i czymś innym), tak uniwersalność musi być trochę lokalna (gdyby nie była, to byłaby zupełną, przez nikogo nie rozumianą abstrakcją – zresztą teraz i tak mało kto ją rozumie). Jeśli tak, to przyroda zawierałaby się w naturze, a natura byłaby czymś od niej obszerniejszym – oczywiście pod warunkiem, że nie są względem siebie przesunięte, bo wtedy istniałby pewien obszar, który obejmowałaby tylko przyroda...
Niesłychanie ciekawy byłby to obszar. Ziemia niczyja? Ziemia wolna?

Cóż to jest ta przyroda-natura?

Naturą jest wszystko to co nie zostało zrobione przez człowieka, wszystko to co robi się samo, co samo rośnie i samo znika, co rodzi się samo z siebie... Tak myślą ludzie. Jeśli myślą – to że ludzie uważają, że myślą, wcale nie znaczy, że myślą, myślenie może bowiem polegać na czymś całkiem innym, może być zupełnie czymś innym, niż oni uważają, że jest. Zapewne tak samo myślą termity: naturą jest wszystko to co nie zostało zrobione przez terminy. Jeśli termity myślą – to, że termity uważają, że myślą, wcale nie znaczy, że myślą, myślenie może bowiem polegać na czymś zupełnie innym, może być czymś całkiem innym, niż one uważają, że jest. Zaś ptaki myślą, są przekonane, że naturą jest wszystko co nie jest robione przez ptaki... I tak dalej. Zawsze my i natura. My ponad naturą. My ponad wszystko.
Wróćmy do ludzi. Wydaje się, że książki są dobrym przykładem tego, co nie jest naturą. Jak również litery, wyrazy i zdania. To jasne. Gdyby przyjrzeć się im dokładnie, gdyby zagłębić się w nie, to okazałoby się, że jest tam ciemno i ponuro jak w gęstym lesie, jak na dnie morza gdzie mieszkają potwory przechodzące najśmielsze wyobrażenia. W każdym razie dużo jaśniejsze niż sami ludzie. Albowiem ludzie też zrobieni przez ludzi. Dlatego według ludzi ludzie nie są naturą. Zupełnie i wcale. Według ludzi wszystko co robią ludzie jest kulturą. Czyli również ludzie. Kultura jest zatem nienaturą. Kultura jest przeciwieństwem natury (choć naśladuje naturę kiedy tylko się da i jak się tylko da).
Jest to definicja bardzo prosta i ogólna. I taka nam powinna wystarczyć. Wspomnimy tylko, że jest całkiem sporo rzeczy, które człowiek robi i których wcale nie zalicza do obszaru kultury. Nie widzi w tym jednak żadnej sprzeczności, albowiem uważa, jest o tym głęboko przekonany, jak ptaki, że te rzeczy są produkowane przez jego organizm, a organizm człowieka nie jest przecież człowiekiem, tak jak człowiek nie jest organizmem (termity i ptaki zapewne by to potwierdziły, wszelkie inne stworzenia też, gdyby tylko dało się zrozumieć ich bełkot). Tak oto to co miało być proste, stało się potwornie skomplikowane i nawet bycie piskorzem tu nie pomoże. Tak jest za płotem i za ekranem. Niech się więc tam wiją i kłębią. Uwielbiają to przecież, chociaż twierdzą, że nie.
A jak jest tu? Za ekranem i za płotem, lecz z drugiem strony? Czyli w i na ekranie, lecz ani nie na, ani nie w płocie – zastanawiające.
Tu są tylko litery. I z tych liter można ułożyć różne słowa.
Ach, tury, tury, tury...

Co było wiadomo od początku, zatem cały powyższy wywód był i jest niepotrzebny, ale skoro już został wywiedziony, to niech zostanie. Kiedyś przecież, jak każdy śmieć, odpad, wydzielina lub wydalina, zostanie poddany recyklingowi, obróbce wtórnej, przemianie materii, rekombinacji i transformacji i może powstanie z niego coś naprawdę potrzebnego, na przykład bestiariusz. Albo bełkotariusz. Albo literariusz.

<<<