........ ........ ...... ..... . . . . . . . .  . . . . . . . . . . .  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .............. .............. ................ ................ . . . . . . ......... .......... . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ....... ........ . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  .............. ......... ............. ...  ........... ......... . ................ . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .    ........ .... .. .. ....... . . . . . . ......... ............ ........ ..........  ....       ..... .... .. . . . .        ...... ... .. ...... ... ... ... ... .....       . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . [ ]  [][] [][][][] [--] [__] . . . . . . . . . . . . . . . ................. ........ ...... ..... . . . . . . . .  . . . . . . . . . . .  . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .............. .............. ................ ................ . . . . . . ......... .......... . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ....... ........ . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .  .............. ......... ............. .............. ......... . ................ . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .    ........ .... .. .. ....... . . . . . . ......... ............ ........ ..........  ....       ..... .... .. . . . .        ...... ... .. ...... ... ... ... ... .....       . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .........  Uważa się, że plaża jest głównie po to, by spacerować po niej bez końca. Od horyzontu do horyzontu. Włóczyć się. Oczywiście, wiadomo, że plaża jest przede wszystkim po to, by na niej leżeć i nic nie robić. Smażyć się. Opiekać. Skwierczeć. Ziać i dyszeć. Na nic-nie-robienie składa się smarowanie kremami i olejkami, podczytywanie książek i gazet (bo czytaniem trudno to nazwać – biel papieru usiłuje wypalić oczy), gra w karty, gra w piłkę, kopanie w piasku, zakopywanie się w piasku, rycie w piasku, budowanie zamków, flirtowanie i wiele, wiele różnych rzeczy, których robienie jest właśnie nic-nie-robieniem. Najważniejsze jednak jest spacerowanie. Spacerowanie po plaży jest czymś znacznie więcej niż zwykłym spacerowaniem. Spacerowanie po plaży ma bowiem charakter wybitnie symboliczno-nostalgiczny. Wszystko przez tę przestrzeń. Nigdzie takiej nie ma. Nawet na szczycie góry takiej nie ma – w górach i na górze nie można chłonąć przestrzeni całym sobą i w całkowitym zadurzeniu, trzeba nieustannie patrzeć pod nogi, gdyż inaczej to ta przestrzeń wchłonie nas bezlitośnie i bezpowrotnie. A poza tym przestrzeń w górach taka jakaś poszarpana. Zaś ta tutaj gładka. Można przez nią iść tańcząc, szalejąc. Można się przewracać i turlać. Można skakać i fikać koziołki. Można rzucać się w fale i wracać na brzeg. Nic z tych rzeczy nie można robić w górach. Symboliczność spaceru objawia się głównie w znikających śladach stóp. Jakie to fascynujące, nieprawdaż? Oto zostawiamy po sobie wyraźne ślady. Wydaje się, że na wieczność. A tu chlup chlup i już tych śladów nie ma. Już plaża wygląda jakby nikt po niej nigdy nie szedł. Czyż to nie piękny symbol przemijania? Błahości naszego istnienia? Próżnego wysiłku, żeby coś po sobie zostawić? I jeszcze ten ogrom łagodnej przestrzeni. Właśnie – łagodnej. Nie okrutnej, szczerzącej potworne, ostre, krzywe, wyszczerbione zębiska, lecz delikatnej, świetlistej, czułej, przyjaznej, zdolnej przyjąć wszystkie nasze smutki i marzenia, choć jednocześnie przenikliwej niczym lustro ^^^ ^ ^ ^ ^^ ^^ ^ To wszystko sprawia, że spacerując (czyli idąc w nieskończoną dal) nie zauważamy tego, co najważniejsze. W ogóle się nad tym nie zastanawiamy. Tak mamy łby zamulone oną symbolicznością. Wzrok zamglony. Uszy przytkane. We władzy oszołomienia jakiegoś jesteśmy. I nie widzimy, że nie ma granicy pomiędzy morzem a lądem. Nie sposób ją wyznaczyć, nie sposób ją wskazać. Jest, a jakoby jej nie było. Jakbyśmy szli po linie, której nie ma. Która niby jest, ale nie sposób postawić na niej nogę, albowiem nigdy nie wiadomo gdzie się ona w danym momencie znajduje. Drga nieustannie. A my z nią . . . . . . . Spacerowanie po plaży nie jest zwykłym spacerowaniem – jeśli przez zwykłe spacerowanie rozumiemy włóczenie się bez celu – to znaczy, celem spaceru jest właśnie takie włóczenie się, chcemy sobie pochodzić, żeby rozprostować nogi lub odetchnąć świeżym powietrzem niezależnie od tego jak nieświeże byłoby to powietrze, nie chcemy zaś dojść, nie zamierzamy zmierzać dokądkolwiek, do jakiegokolwiek celu rozumianego jako jakieś konkretne miejsce.... Tymczasem idąc plażą idziemy przed siebie, idziemy dokądś, zamierzamy osiągnąć horyzont, nie kręcimy się w kółko, nie krążymy po dobrze nam znanym labiryncie alejek w pobliskim parku, zawsze idziemy przed siebie, prosto przed siebie, po tej niewidzialnej, krętej linie. Nie zauważamy tego co najważniejsze, bo naszą uwagę skupia ów horyzont ku któremu podążamy, bo naszą uwagę pochłaniają przedmioty, które nadają się do zbierania, a tych jest wszędzie pełno. To doprawdy interesujące, że w czasie zwykłego spaceru rzadko kiedy coś zbieramy, z wyjątkiem sytuacji, kiedy wychodzimy specjalnie po to, żeby zbierać, ale to wtedy nie jest spacer, natomiast spacerując po plaży rzadko kiedy nie zbieramy. Przede wszystkim zbieramy muszle. Kamyki też, ale rzadziej. Czasami wyszlifowane drewienka o dziwnych kształtach. Jeszcze rzadziej pąkle (czy znacie kogoś kto zbierałby pąkle? - ja nie zbieram, ale jestem ich wielbicielem, podobają mi się niezmiernie i nie wiem dlaczego). Oczywiście w miarę zbliżania się do horyzontu coraz bardziej liczymy na to, że natkniemy się na skrzynię ze skarbami wyrzuconą na brzeg przez morze. W ostateczności mogłaby to być butelka, w której znajdowałaby się mapa wyspy skarbów. Mapa bezludnej wyspy, na której przebywa rozbitek wzbudziłaby znacznie mniejszy entuzjazm – no chyba że dołączony byłby do niej dokument ustanawiający znalazcę właścicielem i władcą tej wyspy; zawsze to miło mieć gdzieś na oceanie swoją wyspę, nawet taką malutką z jedną palmą pośrodku.... Bardzo rzadko zdarza się też, że ktoś próbuje czytać to co piszą ptaki odciskając łapki w mokrym piasku. Zbiera te opowieści, te poemaciki. Wydziera je zachłannym, nierozumnym, analfabetycznym falom. Nikt nie zbiera wierszy pisanych przez nasze stopy. Dlatego nie wiadomo czy to wiersze, czy tylko prostackie przekleństwa ~~~~ ~ ~ ~ ~ ~  ~~~~ ~~~~~~~~~~~~ ~~~~~~ ~~ ~~ ~~ ~~ ~~~~~~~ ~~~~~~~ ~~~~~ ~~~ ~~~~~~~ ~~~ ~~~~~~~ ~~ ~~~ ~~~~ ~~~~~~~ ~~~ ~~~~~~~ ~~~~ ~~~ ~~~~~ ~~~~~ ~~~~ ~~ ~~ ~~~~~~ ~~~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~~~~~~~~~ ~~ ~~~~ ~~~ ~~~~ ~~~ ~~~~~~ ~~ ~~ ~~ ~~ ~~~~~~~ ~~~~~~~ ~~~~~ ~~~ ~~~~~~~ ~~~ ~~~~~~~ ~~ ~~~ ~~~~ ~~~~~~~ ~~~ ~~~~~~~ ~~~~ ~~~~~~~ ~~~~~ ~~~~~ ~~~~ ~~ ~~ ~~~~~~ ~~~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~~~~~~~~~ ~~ ~~~~ ~~~ ~~~~ ~~~ ~~~~~~ ~~ ~~ ~~ ~~ ~~~~~~~ ~~~~~~~ ~~~~~ ~~~ ~~~~~~~ ~~~ ~~~~~~~ ~~ ~~~ ~~~~ ~~~~~~~ ~~~ ~~~~~~~ ~~~~ ~~~~~~~ ~~~~~ ~~~~~ ~~~~ ~~ ~~ ~~~~~~ ~~~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~~~~~~~~~ ~~ ~~~~ ~~~ ~~~~ ~~~