TOŻSAMOŚĆ

Kiedyś ktoś napisał książkę o czyjejś tożsamości. W tytule było jakieś nazwisko, nie pamiętam jakie, na pewno jednak nie z rodzaju tych zawierających w sobie jakąś historyjkę. A gdyby nawet było takie, owa historyjka nie miałyby większego znaczenia, albowiem z reguły historyjki te pozostają bez najmniejszego związku z historiami, w które uwikłane są osoby te nazwiska noszące. Oczywiście, czasami zdarzają się kombinacje dosyć niezwykłe, jak to miało miejsce kilkanaście lat temu w przypadku brytyjskiej męskiej sztafety cztery razy czterysta metrów, którą stanowiło trzech zawodników czarnoskórych i jeden białoskóry (zdecydowanie lepsze byłyby określenia ciemnoskórzy i jasnoskóry, ale jasność i ciemność nie są tak kontrastowe jak czerń i biel, zawierają w sobie stopniowalność, gradację, coś może być ciemniejsze lub jaśniejsze, a wtedy może się zdarzyć, że małojasny będzie nie do odróżnienia od małociemnego). Otóż, ten jedyny białoskóry zawodnik nazywał się Black, czyli Czarny. Sytuacja byłaby idealna, gdyby trzej czarnoskórzy zawodnicy byli braćmi i nosili nazwisko White, czyli Biały. Z reguły jednak sytuacje, w których się znajdujemy dalekie są od ideału i nie ma sobie co tym teraz głowy zawracać.
Nie pamiętam też o czym była ta książka. Nie mogę pamiętać, bowiem słyszałem tylko fragmenty jej fragmentów czytanych w radio. To była powieść sensacyjna i chodziło w niej mniej więcej o to, że ktoś kogoś ścigał, ale nie wychodziło mu to dobrze, ponieważ znał tylko nazwisko tej osoby, nie znał zaś jej samej. Lub na odwrót. Ogólnie rzecz biorąc chodziło o to, żeby przypasować nazwisko do osoby. Czyli żeby złapany był tożsamy ze ściganym. Och nie, oczywiście, że to nie było takie proste! Zarówno autor, jak i ścigający, nie byli aż takimi idiotami, żeby myśleć iż o tożsamości danej osoby decyduje jedynie nazwisko. Wydaje mi się, że tam pojawiła się jeszcze większa komplikacja, która okrutnie utrudniała życie i pracę ścigającym: otóż sam ścigany nie wiedział już kim jest, gdyż utracił tożsamość.
Czy można jednak utracić tożsamość?
A co to takiego ta tożsamość?
Tożsamy to taki sam. Czyli tożsamość to takosamość. Konstrukcja taki sam wymaga jednak drugiego członu: taki sam jak .....
Co wstawić w miejsce kropek?
Z reguły wstawiamy: ci którzy żyją obok. I co z tego wynika?
To wynika, że ci-którzy-żyją-obok-mnie mają być tacy sami jak ja, ponieważ tożsamość jest relacją działającą w dwie strony. Zatem obok siebie powinni żyć tacy sami. Inni nie powinni. Więc jeśli obok żyją nie-tacy-sami, to należy ich przekształcić w takich-samych lub co najmniej w podobnych. Co prawda podobny to nie to samo co taki-sam, ale i tak już lepszy niż inny, różny, odmienny, nie-taki-sam. Niestety, podobieństwo zawiera w sobie stopniowalność, gradację i to jest niedobre – tożsamość (czyli taksamość) nie jest stopniowalna: jestem taki sam jak oni a oni są tacy sami jak ja i już. Otaczanie się takimi-samymi zapewnia bezpieczeństwo, ponieważ wiadomo jak się będą zachowywać, wiadomo co im się w głowach roi, co knują i jak będą reagować. Niewątpliwie zawsze może zdarzyć się coś nieoczekiwanego: ktoś może oszaleć i stanie się nieprzewidywalny. To jednak jest zupełnie normalne odstępstwo od normy, wyjątek potwierdzający regułę, anomalia nad którą łatwo zapanować. Wyjątków nie może jednak być zbyt dużo, ponieważ wtedy to one staną się regułą, co spowoduje postawienie świata na głowie. Co może nie jest najgorsze, bo jest to tylko odwrócenie klepsydry. Najgorsze jest położenie klepsydry na boku. Czyli sytuacja, w której jest tyle wyjątków co i reguł, bo wtedy nie wiadomo co jest wyjątkiem a co regułą, nic wtedy nie wiadomo, piasek nie przesypuje się, czas staje, życie przestaje się toczyć, świat zamiera, masakra, apokalipsa, tragedia najtragiczniejsza.
Nie należy jednak wyobrażać sobie, że chodzi tu o to, żebyśmy wszyscy wyglądali tak samo. O nie. Takie same gęby dookoła to byłoby nudne. A jeszcze noszące takie same ciuchy. Okropność! Ale różne gęby noszące różne ciuchy, lecz myślące tak samo – o to to! właśnie o to chodzi! żeby te różne gęby w różnych ciuchach (oczywiście bez przesady z tą różnością) miały takie same poglądy, tak samo reagowały, to samo jadły, w to samo wierzyły, to samo lubiły i tego samego nie lubiły.
To jest tożsamość, którą można określić mianem tożsamości zewnętrznej. Tożsamość maski. Tożsamość etykietki. Tożsamość grupowa (tą grupą może być stado, ród, naród, warstwa społeczna, profesja, klub piłkarski, partia, wyznanie, tajna organizacja... cokolwiek). I taka właśnie jest najbardziej ceniona w państwach zapłotnych i zamiedznych. Jest ona ceniona zarówno przez rządzących jak i przez rządzonych. Przez tych pierwszych dlatego, że znacznie łatwiej rządzić takimi samymi (lub bardzo do siebie podobnymi), niż różnymi. Przez tych drugich zaś dlatego, że nie trzeba się zastanawiać nad tym jakże podstępnym pytaniem: kim jesteś? tylko od razu pokazać stosowną etykietkę i pławić się w chwale innych tak samo oznaczonych uważając ich osiągnięcia także za swoje.
Tożsamość maski nie jest ceniona w Liberlandii. Tutaj ceniona jest tożsamość, którą można by określić mianem tożsamości wewnętrznej. Tożsamość twarzy. Kim jesteś? Jestem tym co robiłem, zrobiłem, robię, będę robić i zrobię, jestem tym co osiągnąłem (a osiągnięcia innych są ich osiągnięciami, chociaż zapewne mam w nich jakiś udział, bo przecież oni korzystali z moich osiągnięć tak jak ja korzystam z ich), jestem tym co umiem, co potrafię i tak dalej...
Tożsamość maski można stosunkowo łatwo utracić (i nie ma specjalnie czego żałować). Tożsamość twarzy raczej nie da się utracić (choć chyba nie jest to niemożliwe). Tożsamość maski stwierdza paszport lub inny dokument. Nie stwierdza on tożsamości twarzy. Gdyby miał stwierdzać tożsamość wewnętrzną, to codziennie musielibyśmy otrzymywać nowy (o czym bardzo dobrze wie niejaki Roman Opałko i on mógłby być honorowym obywatelem Liberlandii, gdyby w Liberlandii istniało coś takiego jak obywatelstwo i honor – ale to już inna historia)...
Co zatem powinien okazać przybysz wkraczając-wjeżdżając-wlatując-wpływa- jąc-wczołgując-się-wchodząc-wbiegając-wślizgując-się-wtaczając-się-i-tak-dalej na obszar Liberlandii?
Książkę, którą właśnie czyta.

<<<