Szczęście

Patrząc na ludy zapłotne i zaekranne odnosi się wrażenie, że ludzie są szczęśliwi dopiero wtedy, kiedy przytrafia im się nieszczęście, tak jak naprawdę nieszczęśliwi są wtedy, gdy dosięga ich szczęście. I chociaż wrażenia bywają złudne, to jednak wiele wskazuje na to, że tak właśnie jest.
Na szczęście wiele to nie wszystko, zatem są jakieś szanse na to, że jednak jest inaczej, niż się wydaje. Jedną z takich szans jest fakt, że nie wszyscy naraz są szczęśliwi, ani też nie wszyscy naraz są nieszczęśliwi. Z reguły kiedy jedni są szczęśliwi, drudzy są nieszczęśliwi. Z reguły też to co jest szczęściem dla jednych, jest nieszczęściem dla innych. Również z reguły, a także z zasady, nieszczęście jednych napędza szczęście innych i na odwrót.
Na szczęście (czy dla wszystkich?) z reguły jak również z zasady nie oznacza zawsze i wszędzie. Czyli zdarza się, że nieszczęście jednych umniejsza i zakłóca szczęście drugich. Jak również zdarza się, że szczęście jednych powiększa i doskonali szczęście innych. Bywa też właśnie tak. Aczkolwiek, z reguły i z zasady, nieczęsto. Czyli rzadziej. Znacznie rzadziej niż się zdarzać powinno, choć oczywiście niewielu się do tego przyznaje.
Występuje pewna bardzo silna tendencja, tak silna i tak powszechna, iż należałoby uznać ją za jedną z owych fundamentalnych sił witalnych, tych wprawiających w ruch nasze życie społeczne. Oto szczęśliwi chcą uszczęśliwiać nieszczęśliwych, tak jak nieszczęśliwi chcą unieszczęśliwiać szczęśliwych. Oczywiście szczęśliwi chcą, żeby nieszczęśliwi byli szczęśliwi tak jak oni, czyli dokładnie w ten sam sposób, dokładnie tym samym szczęściem, wszak innego szczęścia wyobrazić sobie nie potrafią... Co zostało tak dogłębnie zanalizowane i tak szczegółowo opisane, że nie ma najmniejszego powodu, by robić to jeszcze raz. Chyba, że znajdzie się powód mniejszy od najmniejszego. Na pewno nie będzie nim fakt, że mimo tak wielu tak doskonałych badań i tak ogromnej wiedzy, problem szczęścia i nieszczęścia nie został dotychczas rozwiązany. Tu zapewne należałoby zadać pytanie: dlaczego?






I po chwili zastanowienia, lub tylko po cichym nabraniu powietrza i głośnym jego wypuszczeniu, czyli po nadęciu się i następującym zaraz po nim sflaczeniu, co chroni przed nadmiernym intelektualnym spekulowaniem, trzeba zacząć wyliczać możliwe odpowiedzi: że jest to problem nierozwiązywalny, że to w ogóle nie jest problem, że nikt go nie chce go rozwiązać bo i po co, że nikomu się nie chce bo dlaczego miałoby się chcieć skoro od takich spraw jest przecież państwo...

Podobno państwo powinno dążyć do tego, by zapewnić swoim obywatelom szczęśliwe życie. Państwo powinno obdarzać swych obywateli szczęściem. Państwo, jak człowiek, chce być szczęśliwe (zakłada się, że ludzie chcą być szczęśliwi – nie ma pewności, że jest to założenie słuszne, aczkolwiek wydaje się, że takie jest), a jest szczęśliwe szczęściem swoich obywateli, czyli wtedy, kiedy ci obywatele są szczęśliwi... Co do tego nie ma pewności, raczej jest wahanie, albowiem Państwo, jak człowiek, może być szczęśliwe wtedy, kiedy obywatele są nieszczęśliwi. Tak właśnie może być. Och, tak właśnie jest. Oraz tak, że Państwo jest nieszczęśliwe, kiedy jego obywatele są szczęśliwi... To wcale nie jest nielogiczne, ani tym bardziej szalone. Na szczęście to są tylko założenia. Oczekiwania. Ideał, do którego dążymy, my i Ono. To jedynie teoria. Praktyka jest inna. Owszem, wynika z teorii lub tę teorię prowokuje, jest jednak inna. W praktyce nie bywa bowiem tak, by wszyscy obywatele byli szczęśliwi lub nieszczęśliwi. Zawsze znajdzie się jakaś czarna owca, która będzie szczęśliwa, kiedy reszta będzie nieszczęśliwa, albo nieszczęśliwa, kiedy reszta będzie szczęśliwa. Zatem w absolutnie przeważającej liczbie przypadków będziemy mieli do czynienia z sytuacją mieszaną, mniej lub bardziej. Czystość, choćby nie wiem jak w teorii wychwalana i wielbiona, w praktyce występuje tak rzadko, że właściwie nie występuje wcale. Państwo nigdy nie będzie szczęśliwe, albo nieszczęśliwe, gdyż obywatele nigdy nie są nieszczęśliwi, albo szczęśliwi. Państwo zawsze jest szczęśliwe-nie-szczęśliwe, ponieważ jego obywatele zawsze są szczęśliwi-nie-szczęśliwi. Państwo będzie w pełni i całkowicie szczęśliwe, lub nieszczęśliwe, tylko wtedy, gdy liczba obywateli będzie wynosiła jeden. Czyli wtedy gdy obywatel będzie państwem, a państwo obywatelem. Oczywiście zakładając, że obywatel jest całkowicie, jedynie i absolutnie szczęśliwy, lub nieszczęśliwy. Założenie to jest jednak sprzeczne z teorią beczki miodu znanej też jako teoria łyżki dziegciu, która jest jedną z najlepiej udowodnionych teorii (a już na pewno lepiej niż teorią kwantowa). Wiadomo, że parametry zerowe (brak miodu lub/i brak dziegciu) są nie do przyjęcia, podobnie jak zerowa liczba obywateli...
Ach! Dlaczego? Że byłoby to jak dzielenie przez zero? Och! No to byłoby. Wspaniale by było...
Państwo bez obywateli.
Obywatele bez państwa.
Rozdział obywateli od państwa.
Najprostszy rozkład:
PAŃSTWO | OBYWATELE
Państwo staje się krajem, obywatele stają się ludźmi,
Jaki w takim układzie byłby rozkład szczęść i nieszczęść?

<<<