STRÓJ


Jest bardzo wiele strojów i są bardzo różne. Nie jestem jednak w tym dobry. W strojeniu. Nie mam dobrego słuchu. Zapewne mógłbym go próbować kształcić znacznie usilniej niż to robiłem, ale kształcenie też ma swoje granice. Tymi granicami są zdolności mojego ciała, a moje ucho, które wszakże należy do mojego ciała (jeszcze nie ogłosiło niepodległości, ba! nawet nie sygnalizuje tendencji separatystycznych), nie jest zdolne odróżnić cis od des. Inne uszy należące do innych ciał potrafią to zrobić, chociaż ciała z takimi uszami wcale nie są liczne. Dlatego wolę strój temperowany, czyli taki gdzie cis = des. Nie tyle “wolę”, ile “jestem skazany na”. Z tego powodu nie mogę grać na skrzypcach. Mogę jednak grać na fortepianie, bo fortepian taki właśnie ma strój. Zresztą lubię fortepian. Bardzo lubię. Nie tylko dlatego, że moje palce są dużo sprawniejsze niż moje uszy.
Zatem fortepian mógłby być główną i najważniejszą budowlą Liberlandii. Bo przecież fortepian jest ogromny. Lśniący. Błyszczący. Pełen zakamarków. Jak pałac. Jak jakaś świątynia, muzeum, teatr, dworzec, bank, parlament – jak wszystko to w jednym. Ale jednocześnie fortepian jest zupełnie inny. Całkowicie inny. Nie ma w sobie nic z pałacu, świątyni, muzeum, teatru, dworca, banku, parlamentu... Nie lamentuje tak żałośnie i głupio jak skrzypce... Stałby sobie w środku. W ogrodzie. Bo byłby budowlą centralną. Wszystko by się wokół niego kręciło i wirowało. Spadałyby na niego białe płatki kwiatów śliw. I te z lekka różowe kwiatów jabłoni. Żółte, pomarańczowe i czerwone liście też mogłoby na niego spadać. I złote też. Ale deszcz, grad i śnieg nie mogłyby. Nie wolno by im było spadać.
A co na ten strój temperowany powiedziałyby ptaki? Nic by nie powiedziały, bo one nie mówią. Zapewne dalej śpiewałyby po swojemu. Cała łąkowa orkiestra też grałaby po swojemu. I drzewa by szumiały po swojemu. A po jakiemu miałyby szumieć? Nie mogłyby przecież bzyczeć po pszczelemu...
Bardzo wiele jest strojów. Straszny z tym kłopot. Choć są istoty, które uwielbiają zmieniać stroje. Jednak zdecydowana większość istot nie zmienia strojów. Po co sobie tym głowę zaprzątać? To chyba dobre rozwiązanie. Pod warunkiem, że strój jest piękny i wygodny, ciepły i chłodny, i taki jaki chcę.
Nigdy nie próbowałem liczyć strojów. Nigdy nie próbowałem też ich klasyfikować. Może jednak należałoby w końcu spróbować. Więc próbuję. Naliczyłem cztery główne typy lub rodzaje strojów: stroje U, stroje NA, stroje WY i stroje ROZ.
U-stroje też są różne, ale nie ma ich wiele. Tylko kilka. Teokracja. Autokracja. Demokracja. Jakieś ich odmiany. Jakieś ich mieszaniny. Jakieś nielogiczne kombinacje plączące wiarę w dogmaty z wolnością słowa i obrazu albo przeznaczenie z wolną wolą. Właściwie wszystkie złe. Jedne bardzo złe. Wręcz okropne. Inne tylko trochę złe. Jedne lepsze. Inne gorsze. Żadne dobre. No i jeszcze totalitaryzmy w kilku kolorach. Nie ma w czym wybierać... Co mogłoby pasować do Liberlandii? Liberokracja. Taki ustrój, w którym nikt nikim by nie rządził, nikt nie chciałby rządzić i nikt nie chciałby być rządzony. To byłby najlepszy ustrój. I do tego bardzo dobry. A przy tym bardzo niemożliwy. Tak. To przykre, że taki dobry ustrój jest taki niemożliwy. Ale tak to właśnie jest, więc nie ma w tym nic przykrego.
Za to WY-strojów jest całe mnóstwo. A wystrój ważny. Bardzo ważny. Żeby było pięknie. Szlachetnie i ze smakiem. Na przykład, jakiego koloru miałby być ten fortepian: czarny? biały? brązowy? A może zaryzykować estetyczny eksperyment, pewną ekstrawagancję: granatowy? bordowy? Żeby jak najlepiej pasował do rozkwitających drzew i do jesiennych szarug. Żeby jedno nań spojrzenie od razu poprawiało nastrój.
NA-strojów też całe mnóstwo. Niewyobrażalnie wiele. Niepoliczalnie. Wszystkie klasyfikacje i wyliczenia są zatem zbędne. Należałoby oczekiwać, że dominujące powinny być nastroje utemperowane. Złagodzone. Umiejscowione gdzieś pośrodku skali. Nie bardzo jednak wiadomo jak ta skala miałaby być skalibrowana. Gdzie byłby punkt zero. I czy byłyby jakieś punkty skrajne. Może właśnie zero byłoby jedyną skrajnością... Brak nastroju. Cisza?... Dobrze jednak pamiętać, że fortepian to nie temperówka. Że w fortepianie pełno jest dźwięków zupełnie dzikich i nieutemperowanych. Trzeba go tylko potężnie rozwibrować, a będzie huczał jak ogromny spiżowy dzwon, ryczał jak krowa, rżał jak koń, wył jak wicher...
Lecz należy uważać, albowiem zbytnia huśtawka nastrojów może doprowadzić do rozstroju. ROZ-strój zaś jest tylko jeden. Nie ma różnych rodzajów rozstrojów. Są tylko mniejsze lub większe. Niewielki rozstrój wymagałby tylko niewielkiego podstrojenia. Co wcale nie znaczy, że istnieje jeszcze jeden typ stroju, a mianowicie strój POD. Natomiast znaczy to, że musiałby być ktoś, kto potrafiłby takiego podstrojenia dokonać. Stroiciel.
STROICIEL. To powinien być główny urząd w państwie. Najwyższy. Najważniejszy. I może jedyny.
Kto mógłby być Stroicielem? Ja? Z takim nieostrym słuchem? Z takimi uszami co nie tylko nie potrafią odróżnić fis od ges, ale nawet miałyby kłopoty z niezbyt wyrafinowanymi interwałami? Czyli musiałby to być ktoś inny. Ktoś wybrany. A może nawet ktoś z zewnątrz. Z innego państwa.
O nie!
I co tu w takim razie robić? Mawiają jednak, że to nie strój zdobi człowieka. Co go zatem zdobi?
Niestrój?
Może i tak. Wszak niestrój to tylko kolejny typ (rodzaj) stroju.


<<<