EDUKACJA

Ucz się, ucz, a garb ci sam wyrośnie.
Tak mówią w kraju zapłotnym.
Nie ucz się, nie ucz, a garb ci nie wyrośnie, będziesz prosty, zgrabny i piękny.
Tak nie mówią w kraju zapłotnym. Ale tak myślą. Ciągle. Od lat. Od pokoleń... A może nawet już i nie myślą; cóż im po myśleniu – z myślenia biorą się tylko same kłopoty. To mają zakodowane, wpojone, wyssane z mlekiem matek, są o tym dogłębnie przekonani, do samego dna: tak jest i już, bo tak ma być i już.
A ja się uczę i uczę i garb mi nie wyrósł. Ciągle jestem prosty, zgrabny i piękny. Już się tak uczę pięćdziesiąt cztery lata. Oczywiście, jeśli będę się tak uczył jeszcze dwadzieścia lub trzydzieści lat, to może mi garb wyrośnie, przestanę być zgrabny, pomarszczę się i zbrzydnę. Ale tak się stanie niezależnie od tego, czy będę się uczył czy nie.
No więc uczę się dalej. Ciągle dolewam oleju do głowy. Sprawdzam jej szczelność. Czy go nie ubyło i czy się nie zużył. Jeśli wycieka, to próbuję wyciek zlikwidować. Nie przepełni się głowa. Głowa jest beczką bez dna... A poza tym, to lubię się uczyć. Lubię wiedzieć. Lubię myśleć. Tak mam i już.
Kilka lat temu bardzo popularna była piosenka dla dzieci i ich rodziców, w której przekonywano, że nie jest ważny olej do głowy, lecz ten święty, nie rzepakowy. Ta piosenka była jawną pochwałą głupoty, ale jakoś nikt na to nie zwrócił uwagi. Prawie wszyscy się zachwycali: jaka piękna i mądra piosenka! Nikt nie protestował, bo za piosenką stało potężne lobby, bynajmniej nie hodowców słoneczników (bo jeśli nie rzepakowy, to może słonecznikowy – święty czy nie święty z czegoś ten olej musi być zrobiony), lecz ogólnospołeczne lobby hodowców głupoty. Wbrew powszechnej (za płotem) opinii, głupcy sami się nie rodzą, a nawet jeśli, to nie w takich ilościach, trzeba ich zatem hodować.
Wbrew, tym razem nie powszechnej, lecz jednostkowej i mocno bulwersującej opinii wyrażonej dosyć wyraźnymi literami napisanymi na murze kilkanaście lat temu, myślenie boli. Oj, boli, bardzo boli. Zauważono to już ze dwa tysiące lat temu, lecz owo spostrzeżenie zawarto wówczas w nieco innym, trochę dłuższym niż myślenie nie boli sformułowaniu: „Im więcej wiemy, tym więcej cierpimy.” W tym przypadku mamy do czynienia z ukrytą pochwałą niewiedzy (chociaż niewiedza niekoniecznie musi być głupotą, to z pewnością niewiedzy do głupoty po drodze). Można bowiem wysnuć z tego stwierdzenia całkiem poprawny wniosek, że im mniej wiemy, tym mniej cierpimy, a jeśli nic nie wiemy, to nie cierpimy wcale. Czyli całkowita niewiedza wprowadza nas w fantastyczny i absolutny błogostan. Oczywiście, kiedy dowiadujemy się, że Iksiński jest wyjątkową świnią i zdrajcą, choć przez lata wydawał się tak porządnym człowiekiem i stawiano go wszystkim za wzór, albo że w szkatule właśnie ukazało się dno i nic nie wskazuje na to, aby ta szkatuła ponownie się zapełniła, lub że zaatakował nas paskudny i wielce zjadliwy wirus, to taka wiedza może okazać się bardzo bolesna. Znacznie trudniej jednak zrozumieć dlaczego mielibyśmy cierpieć z powodu poznania struktury DNA, mechaniki kwantowej czy lingwistyki kognitywnej, albo tajemnic życia termitów lub surykatek. Księżyc stał się dla mnie znacznie piękniejszy odkąd wiem, że nie mieszka na nim niejaki Twardowski, wyjątkowy cham i ordynus.
To interesujące, że owa pochwała niewiedzy znajduje się w księdze niezwykle poważanej w krajach zapłotnych i uważanej za księgę mądrości. Wielu jest takich, którzy uważają ją za księgę absolutnej i nieskończonej mądrości, zawierającą pełnię wiedzy, wobec czego istnienie innych ksiąg, książek i książeczek jest nieistotne, a wręcz niepotrzebne i szkodliwe. Tak, to bardzo ciekawe, że bycie głupim jest tak wysoko cenione.
Doprawdy, wspaniale jest wiedzieć. Jak jednak tę wiedzę zdobyć? Najchętniej wypijając jakiś magiczny wywar lub zjadając zaklęty owoc. Oczywiście musi być smaczny i słodki, nie jakiś kwas wykrzywiający gębę. Niestety, w ogrodach i lasach Liberlandii, na jej polach i łąkach takie rośliny nie rosną. Może gdzieś indziej tak, ale tu nie, więc nie ma co ich tutaj szukać. Jak również mędrca, który odsłoniłby przed nami wszystkie tajemnice świata w krótkim, wręcz teledyskowym, a więc nie nużącym, wykładzie – taki tu nie mieszka, nie wybudował sobie chatki gdzieś pod starą, skrzaczałą jabłonią.
Tak, to bardzo przykra wiadomość: żeby się czegoś dowiedzieć, trzeba się uczyć. Nikt nas niczego nie nauczy. Zwykli nauczyciele i mistrzowie mogą nam coś wskazać, lecz nie nauczą się za nas słówek, nie wyćwiczą gam i pasaży, nie rozwiążą zadań. Wszystkiego musimy uczyć się sami. Stale. Ciągle. Bez przerwy. Mozolnie.
Tak. To okropne. Wiem, ale nic na to nie mogę poradzić. Tak po prostu jest i już.
Wszystkich, którzy chcieliby emigrować do Liberlandii i prosić o azyl ze względu na prześladowania edukacyjne ostrzegam: w Liberlandii obowiązuje nakaz uczenia się przez całe życie. Jak również nakaz wolnego, swobodnego, twórczego myślenia. To straszne, wiem. Na pocieszenie dodam, że do szkoły chodzić nie trzeba. Szkoły tu nie ma. ale była – kiedyś – na samym początku – nie – przed początkiem – ten dom był szkołą – był zbudowany przez nauczyciela i miał być szkołą i był szkołą – te dwa pokoje od północy to były klasy a te dwa pokoje od południa to było mieszkanie nauczyciela – ale nie tego który tę szkołę wybudował – nie – jego szwagra który też był nauczycielem – a tu gdzie teraz jest łazienka było wejście do szkoły – przecież na strychu znalazłem starą mapę – taką dużą szkolną którą rozwijano przed lekcją geografii na ścianie albo na stojaku by męczyć przy niej ucznia każąc mu pokazywać rzeki o dziwnych nazwach górskie pasma lub miasta nieznane i niewyobrażalne – a teraz na strychu jest wydawnictwo – które na szczęście nie wydaje podręczników szkolnych – bo gdyby takie podręczniki wydawało to by to znaczyło że to miejsce nosi na sobie jakąś edukacyjną klątwę lub klątwę edukacyjną - - - - obyś się uczył po wsze czasy do końca dni swoich i nie swoich i nigdy nie nauczył Klasówek, stopni i wywiadówek też nie ma. Na zmartwienie dorzucę, że wakacji też nie ma. Ani żadnych wolnych dni. Zaś kopanie piłki cieszy się takim samym, lub nawet nieco mniejszym, szacunkiem jak kopanie rowów.
Tak tu jest i już.

Czego się uczyć?
Wszystkiego. Nie trzeba sporządzać żadnej listy. Wszystkiego i już. Chociaż wiadomo, że to niemożliwe i z konieczności coś trzeba będzie wybrać, coś odrzucić, na coś zabraknie czasu, czegoś nie zdołam nawet dotknąć.
Po co?
Żebym mógł wytłumaczyć jesionowi, żeby się stąd wyniósł, żeby tu nie wyrastał, tu tuż przed oknem, tuż przy ścianie. Bo jeśli się nie wyniesie, to go wytnę siekierą. A nie chciałbym....
Oczywiście po to, żeby dowiedzieć się dlaczego jest tak jak jest i czy może być inaczej. A przede wszystkim po to, żeby dowiedzieć się, czy można się porozumieć. Czy można się dogadać. Czy można zrozumieć innych. Te wszystkie inne byty pałętające się dookoła. Żeby ich nie wycinać. Ani żeby one mnie nie zarastały.
A przede przede wszystkim po to, żeby wiedzieć. I już. I tyle.
Wystarczy. Aż nadto.

<<<