ADMINISTRACJA

Jak nad tym zapanować? Jak to ogarnąć?
Ten chaos. Ten żywioł. Ten gąszcz.
Mówią i piszą: dziel.
Zatem dzielę.
Najpierw na tomy.
Tom pierwszy: Łąka.
Tom drugi: Ogród.
Tom trzeci: Zabudowania.
Tom czwarty: Droga.
Droga? Jaka droga? Przecież nie ta oddzielona rowem i pokryta szarym asfaltem. Jeśli już, to raczej ta prowadząca na pola i łąki, ta niknąca w trawie.... Ale przed zniknięciem w trawie rozwidlająca się. Bifurkująca. Rozgałęziająca się. Rozkonarzająca. Ten drugi jej ząb, ta druga jej gałąź, ten drugi jej konar prowadzi do garażu. Zatem tom czwarty mógłby się dzielić na dwie części: Dojazd na łąkę oraz Dojazd do garażu. A przecież jeszcze są ścieżki. Czyli część trzecia czwartego tomu: Ścieżki.
To byłby prosty podział poziomy. A równie prosty podział pionowy? Dwutomowy? Niebo i Ziemia. I tyle? Chyba nie tyle. Chyba jeszcze potrzebny byłby tom trzeci: To co między niebem a ziemią.
A podział ukośny? Czy nie lepszy? Wszak zawierałby w sobie ten poziomy i ten pionowy? Zaiste, mogłaby to być rewolucja w administracji. Trzeba to rozważyć. Zostawić na potem.
Dzielę zatem dalej. Tomy na części. Na przykład tom trzeci. Część pierwsza: Dom. Część druga: Szopa. Część trzecia: Studnia. To łatwe. A tom drugi? Już tak łatwo nie będzie. Bo i jak? Gatunkowo? Jabłonie. Dęby. Jesiony. Brzozy. Leszczyny. Śliwki. Orzechy. Kasztanowiec. Róże. Och, te różne bujne, czepne, szalone. Winorośla... Och, nie. Winorośla powinny być przecież rozdziałami Domu... Klony. Czarne bzy. Lipy... A dlaczego tylko drzewa? Że duże? Że wyraźne?... Więc może nie gatunkowo, lecz terytorialnie. Przy łące. Za szopą. Dookoła grządki. Wzdłuż miedzy... A może jeszcze inaczej? Trzeba to rozważyć. Trzeba się zastanowić. Żeby się nie poplątało. Więc może rozdziały należałoby podzielić na podrozdziały. I jeszcze dodatkowo wprowadzić punkty i paragrafy. Oraz podpunkty i podparagrafy. A przecież jeszcze będą akapity, które rozpadną się na zdania, a te z kolei na słowa, które przecież można będzie podzielić na sylaby, te zaś na litery. Zatem dobrze byłoby stworzyć departament rzeczowników. Jak również czasowników i przysłówków. Nie mówiąc o przymiotnikach. Przydałby się także referat do spraw metafor i metonimii. Oraz komisja nadzoru budowy zdań... Także specjalna strefa leksykonomiczna... I jak nad tym zapanować? Jak to ogarnąć? Ten chaos. Ten żywioł. Ten gąszcz.
Ludy zapłotne mówią, że klin należy wybijać klinem. Mogłoby to znaczyć, że chaos należy zwalczać chaosem. Bo czymże by innym, skoro porządek okazuje się jedynie skrajną formą chaosu, podczas gdy chaos jest pewną formą porządku...
Może lepiej zamiast wielotomowej powieści napisać siedemnastosylabowe haiku? Lecz czy naprawdę lepiej? Wszak ogromna powieść jest wtedy dobra, gdy potrafi się skulić, skurczyć i zmieścić w malutkim haiku. Zaś malutkie haiku jest wtedy dobre, gdy mieści w sobie ogromną powieść.
A jak jest w przypadku pięciolinijkowego limeryku? Nie inaczej. Choć może niekoniecznie w przypadku takiego jak ten oto:

W niewielkiej wiosce na końcu świata
powstało raz państwo w środku lata.
Nie miało rządu, ni armii, ni króla, ni ludu,
nie miało proroków, bo wszyscy umarli w nim z nudów,
choć biblioteka tu była nadzwyczaj bogata.

<<<